wtorek, 27 maja 2014

Reactivation

Ehh... wierzycie w miłość? Bo ja chyba już nie, omija mnie jak ognia. Może to nie wina miłości, tylko wina złego kandydata?

Przez pewien czas było wspaniale, naprwdę byłam w siódmym niebie. Ale nagle nie wiadomo czemu, wszystko się skończyło, runęło, przestało istnieć. Zupełnie jakby Bóg zobaczył mnie szczęśliwą i pomyślał
"O nie, życie zaczyna jej się układać i wydaje się być wesoła, musimy to zmienić, szybko". Jak to jest nawet możliwe, że jednego dnia jesteście ze sobą szczęśliwi, śmiejecie się nawet ze swojej własnej głupoty, rozmawiacie do 6 nad ranem,
a drugiego dnia zachowujecie się tak jakbyście nigdy się nie znali, jakby ktoś wymazał wszystkie wspólne wspomnienia, wszystkie najpiękniesze chwile z waszych żyć. Byłabym wdzięczna jakby ktoś mi to wyjaśnił, naprawdę...

Niby takie nic, ale nie mogę przestać o tym myśleć... nie mogę przestać myśleć
o nim, o tym durniu, który mnie zranił i chyba nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Zafundował mi tysiąc nieprzespanych nocy, wylanych łez... wiem zaczynam histeryzować. Ale kurcze... zależało mi na nim, jak widać znowu się pomyliłam, znowu poszłam tą "ścieżką miłości" z głupią nadzieją, że się uda. To jest życie nigdy nic nie pójdzie tak jak chcesz, nie może być tak pięknie jak filmach. Chłopak zawraca Ci w głowie, a jak już Cię w sobie rozkochał, on odchodzi bez słowa.

Co ja tam mogę wiedzieć o miłości, moim zdaniem jest to uczucie, które naprawdę jest wspaniałe, ale niestety trwa krótko, a efekt "uboczny", czyli złamane serce (jeśli można to tak nazwać) trwa cholernie długo.

Nie jestem eksperką, po prostu chciałam wylać swoje myśli, może przeczyta to jedna, dwie osoby, które pozdrawiam z całego serca,
Liardarr

piątek, 23 listopada 2012

Friday.

W końcu piątek! Jestem wykończona po tańcach i znowu nie wiem o czym pisać. Wiem jestem beznadziejna... dobra popisze o jakiś głupotach, ok? :d

Żeby uczcić to, że jest piątek razem z koleżankami na ostatniej lekcji zaczęłyśmy tańczyć kankane. A w szatni razem z moją przyjaciółką śpiewałyśmy kolędy. My już czujemy święta! Poza tym w ogóle nie mogę się ruszać po wczorajszym wf-ie. Miałyśmy rozciąganie i musiałam zrobić szpagat (do teraz nie mam zielonego pojęcia jak to uczyniłam). Skakałyśmy też w dal i niestety moja koleżanka skręciła przy tym kostkę, ale żyje czyli nie jest tak źle.

Nasza nauczycielka od biologii uznała, że jesteśmy klasą debili. Co prawda też po części tak uważam, no ale raczej nie wszyscy jesteśmy debilami. Na przykład ja, wiem jestem bardzo skromna.

A tak na marginesie zbieram 899 złoty na obóz taneczny. Może będziecie tak łaskawi i się złożycie ze mną. Tak bardzoo ładnie proszę. Ale pewnie wolicie swoje pieniądze sami wydać na coś fajniejszego niż na mój obóz. Nic dziwnego ja też bym tak zrobiła. 

Teraz najważniejsza informacja: jeszcze MIESIĄC do Świąt Bożego Narodzenia, a moja lista do Mikołaja staje się coraz dłuższa. 

Druga niezbędna do życia informacja: tego bloga odwiedziło już 11 człowieków, nie jest to jakaś duża ilość persony, ale powód do świętowania jest. Zresztą każdy powód jest dobry, zgodzicie się ze mną?

Dobra kończę te bezsensowną plątaninę moich myśli. 

See you later,
Liardarr.

środa, 21 listopada 2012

Beginnings are difficult.

Cześć lub witam będzie bardziej oficjalnie. Choć oficjalność nie jest w moim stylu. Ok.. mniejsza z tym.

Znacie to uczucie kiedy uczyliście się do sprawdzianu cały tydzień i wiecie, że wszystko potraficie no i po prostu nie ma bata żebyście mieli dostać jedynkę... a później ten moment kiedy nauczyciel rozdaje testy, a wam wszystko wyleciało z głowy i macie pustkę w głowie? Ja właśnie teraz przechodzę przez taki właśnie moment. Gdyż, ponieważ, azaliż, bo przed sekundą miałam milion pomysłów jak tu ładnie i fajnie wypaść... i gdy tylko zaczynałam pisać tego posta wszystko wyleciało mi z głowy. 

Hmm... to co by tu jeszcze napisać. Czuję się trochę jak Jenna z "Awkward." nie wiem czy kojarzycie. Jest to serial o takiej dziewczynie, która zawsze wpada w tarapaty. Można powiedzieć, że ma takie same problemy jak większość z dziewczyn.

Trolololo.... Trelemorele.... ok już się skupiam...

Dobra raz się żyję nie mam innego pomysłu więc wybaczcie, ale napiszę coś o mnie. Jestem nienormalną, szurniętą wariatką. Tak te słowa chyba dobrze mnie opisują. Mam bzika na punkcie Assassin's Creed mogłabym w to grać całymi dniami, a nocami czytać książki. Ale niestety wszystkie książki i gry z serii Assassin's Creed przeczytałam i przeszłam. Teraz czekam na najnowszą część czyli Assassin's Creed 3 i zamienię Ezio Auditore Da Firenze na Connor'a Kenway'a. Oprócz grania uwielbiam muzykę. Muzyka nigdy mnie nie opuszcza zawsze jest przy mnie. Gram na gitarze trochę śpiewam, słucham przeważnie rock'a, ale nie pogardzę innymi gatunkami muzyki (ok... wszystkimi oprócz pop-u). Trzecią ulubioną rzeczą, a raczej językiem jest angielski mogłabym nawijać po angielsku cały dzień nawet myślę po angielsku. Czwartą i chyba ostatnią rzeczą (już was przestanę męczyć) są książki. Wolę czytać książki niż oglądać filmy mogę czytać 24h. A skoro już przy książkach jesteśmy to może wam powiem o moim ulubionym filmie (tak wiem książki miały być ostanie, wybaczycie mi?) jest nim "Pirates Of the Caribbean" i oczywiście dlatego, że gra tam Johnny Deep i gra znakomicie Jack'a Sparrow'a. 

Uff.. no to koniec, tym którzy wytrwali do końca dziękuję i pozdrawiam,
Liardarr.